IV Ogólnopolskie Zawody Uczelni Medycznych w Ratownictwie Medycznym

May 18th 2013, 20:35 | Wydział Nauk o Zdrowiu |

 

 WYPRAWA BIAŁYSTOK

 

Pierwsze co przychodzi mi na myśl w związku z Białymstokiem to zaciągający, przesympatyczni ludzie. To, że drogę pomiędzy dwoma dowolnymi punktami zawsze można pokonać w pół godziny piechotą, że ścieżki rowerowe należą do pieszych, a chodniki do rowerzystów. I oczywiście IV Ogólnopolskie Zawody Uczelni Medycznych w Ratownictwie Medycznym, zorganizowane przez Uniwersytet Medyczny w Białymstoku w dniach 9-11 maja 2013. Wzięło w nich udział 19 trzyosobowych zespołów z całej Polski pod okiem swoich opiekunów. Uczestnicy zaczęli przyjeżdżać już w środę, by móc zapoznać się z pięknym, zielonym miastem, w którym gościliśmy i wyspać się przed czekającymi ich zmaganiami. Oficjalne rozpoczęcie zawodów nastąpiło w czwartek, o godzinie 9:00. Następnie odbyła się konferencja ‘Medycyna Ratunkowa- wczoraj, dziś i jutro’ w ramach której można było wysłuchać dwóch sesji wykładów. Od godziny trzynastej trzydzieści rozpoczęły się warsztaty symulacyjne, na najnowocześniejszym sprzęcie dostępnym w pracowniach Białostockiego Uniwersytetu. Muszę szczerze przyznać, że zrobiły na mnie wrażenie niesamowite symulatory, u których zbadać można nie tylko tętno, ale także zjawiska osłuchowe, zaobserwować sinicę dłoni i stóp oraz drgawki. W jednej z pracowni znalazło się także miejsce dla karetki z lawetą i noszami! Wobec takich możliwości rozwoju i nauki, nie dziwi nas fakt, że zespół z Białegostoku okazał się rok temu najlepszy.

 

Dlaczego my?

Zaczynając od początku- jak znaleźliśmy się w Białymstoku? Nikogo nie zdziwi, jeśli napiszę, że pociągiem, prawda? Jesteśmy grupą studentów z drugiego roku ratownictwa CMUJ, absolutnie zakręconych na punkcie medycyny ratunkowej i ratownictwa. Bardzo zależało nam, aby zobaczyć jak takie zawody wyglądają i przedstawić to innym- ich strukturę, standardy, zdjęcia i filmiki. Dzięki wsparciu naszego Uniwersytetu, a w szczególności Pani dziekan- prof. dr hab. Schlegel-Zawadzkiej, udało nam się pojechać do Białegostoku i z najbliższej, możliwej odległości obserwować zmagania zawodników. Chcieliśmy także nawiązać kontakt ze studentami ratownictwa z innych polskich uczelni. Nikt nie wie, gdzie rzuci nas kiedyś los, więc uważamy, że warto mieć wszędzie znajomych, ponadto stwarza to możliwość realizacji fantastycznych projektów, które już krążą nam gdzieś z tyłu głowy.

 

Zespół CMUJ vs ‘czarna msza’

 Pojechaliśmy tam także po to, aby zrelacjonować zmagania naszego zespołu. Kalina Węgrzyn, Kamil Miodek oraz Tomasz Sołek pod opieką mgr Urszuli Drabik, dzielnie walczyli o zdrowie i życie każdego z powierzonych im pacjentów. Pierwsze odbyło się zadanie nocne, o złowieszczym tytule ‘Czarna Msza’- samochód osobowy wjechał w grupę młodzieży odprawiającą czarną mszę w miejscu, gdzie Papież JPII odprawiał mszę, kiedy odwiedzał Białystok. Fantazja organizatorów przerosła nasze oczekiwania, gdyż w drodze na miejsca zdarzenia, zespoły zostały zaatakowane i eskortowane przez komandosów we właściwe miejsce. Dwa wozy straży pożarnej były już na miejscu, a dwudziestu rannych wołało o pomoc. Triage przeprowadził zespół z Wrocławia, a następnie dysponował zespoły do kolejnych poszkodowanych. Zadanie nie należało do prostych, bowiem warunki w miejscu zdarzenia były trudne - mało miejsca, oświetlenie jedynie z wozów strażackich i własnych latarek, a także okropny hałas i zamieszanie wprowadzane przez poszkodowanych. Pomimo tego wszyscy pracowali na najwyższych obrotach. Nie tylko nasz krakowski zespół, ale wszyscy uczestnicy, robili co mogli, by poprawić stan i komfort pacjentów. Zmęczeni, ale także szczęśliwi zawodnicy wrócili do internatu przed północą, a już następnego ranka czekały na nich cztery zadania dziennie.

 

Jak rodzić to tylko w Krakowie!


Jedną z symulacji czekających na uczestników był poród- czego można było się spodziewać po znanym wcześniej tytule zadania: ‘Sąsiadka rodzi’. Zespół z Krakowa otrzymał największą z całej Polski ilość punktów za tę konkurencję! Świetnie przeprowadzona akcja porodowa, bardzo dobre zajęcie się noworodkiem oraz matką, a także świetny kontakt z rodzącą kobietą- to właśnie recepta na sukces, jaki osiągnął nasz zespół. Ponadto kierowani intuicją i krakowsko-plantową praktyką zawodnicy, pozbyli się szybko dwóch bardzo rozbawionych sąsiadów pod wpływem alkoholu, których zadaniem było przeszkadzanie w przeprowadzeniu profesjonalnej akcji.
Niech teraz ktoś powie, że wyjazdy na Planty do ‘nieprzytomnych’ panów w stanie wskazującym  nie są głęboko edukacyjne!

 

Rain Man, czyli nie ma pacjentów zdrowych, są tylko źle zbadani


A w szczególności tyczy się to osób z chorobami psychicznymi. W kolejnym zadaniu wezwanie brzmiało ‘przyjeżdżajcie szybko, mąż bardzo krwawi’. Lakoniczne informacje są mam wrażenie najbardziej niepokojące. Po otwarciu drzwi do mieszkania, ratownicy zastali mężczyznę z pociętym przedramieniem, ale w innym kącie pokoju na krześle siedziała siedemnastolatka bawiąca się zakrwawionym nożem. Sytuacja jaką zawodnicy zastali nie wskazywała na nic poważnego. Rodzicie dziewczyny udzielili wyłącznie informacji o jej problemach psychicznych i tutaj także krakowski zespół popisał się wiedzą i umiejętnościami na najwyższym poziomie. Udało im się zmierzyć ciśnienie, tętno i saturację, co jest niewątpliwym sukcesem negocjacyjnym zważywszy na zachowanie pacjentki oraz podjęli słuszną decyzję o transporcie na oddział psychiatryczny w towarzystwie matki.

Każdy defibrylator jest dobry, ale swój najlepszy

 
W kolejnej konkurencji największą trudność sprawiły chyba większości zespołów różnice sprzętowe, jakie były dostrzegalne już podczas ćwiczeń. Zadanie, można powiedzieć, standardowe – wezwanie do pacjenta z bólem w klatce piersiowej. Po wykonaniu przez zespół dwunastoodprowadzeniowego  EKG, w zapisie stwierdzono cechy wskazujące na zawał ściany przedniej, co poskutkowało szybką decyzją o transporcie pacjenta na oddział hemodynamiki. Przewiezienie chorego do karetki nie obyło się jednak bez kłopotów – tuż przez wjazdem stan pacjenta diametralnie się pogorszył, a cechy elektrokardiogaficzne wskazały na migotanie komór. Krakowski zespół jako jedyny zastosował metodę trzech defibrylacji pod rząd, gdyż epizod migotania komór wystąpił przy ratownikach, a pacjent był zamonitorowany. Sprawą na którą bardzo zwracali uwagę sędziowie, było nie użycie przez zespoły ratownicze elektrod typu Combo. Moim zdaniem wynikało to z faktu, że z defibrylatorem, który otrzymali podczas wykonywania zadania po raz pierwszy spotkali się dzień wcześniej na około dwadzieścia minut. Większość z nas pracuje na LifePackach i Zollach, a mało kto miał okazję zapoznać się z defibrylatorem Corpuls. Gdy pracuje się na jakimś sprzęcie przez dłuższy czas, wie się gdzie jest jaki przycisk, w której kieszonce żel, a gdzie owe elektrody Combo. Część rzeczy robi się odruchowo i nie wymaga to zastanowienia, przy nowym sprzęcie, niestety trzeba się nad tym chwilę dłużej pochylić. Także nosze i wjazd nimi do karetki sprawił niektórym zespołom problem, pomimo, iż dzień wcześniej zostało to przećwiczone.

Terrorysta, czyli komandosi odsłona druga


Ostatnie zadanie odbyło się w garażach wojewódzkiej stacji pogotowia w Białymstoku. Zespół po raz kolejny na miejsce zdarzenia był prowadzony w obstawie komandosów, gdyż na pierwszym piętrze wspomnianych wcześniej garaży ukrywał się terrorysta. Po dotarciu na miejsce, okazało się, że groźny bandyta postanowił się powiesić – terrorysta, nie terrorysta, człowieka trzeba ratować. Komandosi pomogli zdjąć wisielca, a ratownicy natychmiast udzielili mu fachowej pomocy. Bardzo realistycznie stworzona symulacja i realistyczne miejsce zdarzenia pozwoliły prawdziwie wczuć się w całą sytuację. Największe wątpliwości podczas tego zadania pojawiały się w momencie przejścia rytmu pacjenta z asystolii w migotanie komór. Czy kontynuować podawanie adrenaliny czy uznajemy, że nowy rytm to nowy pacjent i zaczynamy algorytm postępowania w rytmach do defibrylacji? Mimo wyjaśnień wykładowców UMB wątpliwości nie zostały jeszcze do końca rozwiane, bo gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania, ale mamy nadzieję usłyszeć kiedyś wspólną wersję.

 

Dwa słowa na temat wyników


Oprócz dobrej zabawy, nie możemy zapomnieć, że wszystko to była rywalizacja, należy więc wspomnieć także o wynikach. Miejsce pierwsze i przywilej organizowania zawodów w przyszłym roku przypadło zespołowi ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Tuż za dziewczynami z Katowic uplasowali się chłopcy z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, a miejsce trzecie zajął zespół z Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. Drużyna z Collegium Medicum zakończyła zawody na miejscu ósmym, mimo tego, że sprawdzili się świetnie. Wszystkim zespołom należą się ogromne gratulacje i podziękowania za wspaniałą, koleżeńską atmosferę. Znaleźć się wśród tak pozytywnych i zakręconych na punkcie ratownictwa ludzi było naprawdę wspaniałym doświadczeniem! Wprost bajecznie spisali się także pozoranci, studenci Uniwersytetu w Białymstoku, bez których z pewnością byłoby o wiele trudniej otrzymać taki wspaniały efekt. Z żalem opuszczaliśmy Białystok wciąż mając w pamięci wszystkie zabawne, ale też pouczające sytuacje. Zawody, które mieliśmy okazję obserwować powinny stanowić stały element kształcenia przyszłych ratowników, gdyż umożliwiają dostrzeżenie swoich własnych błędów i pozwalają uczyć się na błędach innych. Na koniec jeszcze raz dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do fantastycznej organizacji i przebiegu zawodów, oby było więcej tak pozytywnych i ambitnych ludzi! 

Dominika Żurowska i Aleksandra Wrzos


Więcej ciekawych informacji z IV Ogólnopolskich Zawodów Uczelni Medycznych w Ratownictwie Medycznym i nie tylko, znajdziecie na blogu Mateusza Putowskiego - "Okiem Studenta": http://okiemstudenta.emergencyportal.pl/